Sunday, 8 December 2013

Odpowiedź na ciag dalszy dyskusji o gminie

Oto dwa głosy dyskusji, na które postaram się odpowiedzieć:


-  W dalszym ciągu uważam, że takie wplecenie słowa "gmina" w angielski tekst, bez cudzysłowu, nawiasu czy innego wyróżnika i bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, jest absolutnie niezrozumiałe dla odbiorcy.



- Przeczytałem wpis uważnie i nadal nie pojmuję rozumowania stojącego za "gmina district". Tłumacze innych języków jakoś nie piszą "Kreis district", "län district" czy "départament district" (albo jakiekolwiek inne słowo). A już stawianie tego w jednym zdaniu z powiat district wygląda, pani wybaczy, dziwacznie. W ogóle słowo district ma bardzo duży rozrzut znaczeniowy - od dzielnicy do amerykańskiego stanu.
Do innych znaczeń słowa gmina nie mam zastrzeżeń, ale też nie były one przedmiotem dyskusji.





Skoro nie przekonałam dyskutantów, to chyba nie przedstawiłam sprawy wystarczająco jasno i szczegółowo. W przykładzie z tekstami z dziedziny archeologii chodzi o serię tomów pokonferencyjnych. Kolejne tomy, składające się z prac od kilkunastu do kilkudziesięciu autorów, wychodzą z częstotliwością co najmniej po jednym (czasem więcej) rocznie, a każdy tom wynosi po kilkaset, nawet ponad 700 stron prac naukowych o tematyce archeologicznej, z wykopalisk prowadzonych na terenie Polski i krajów ościennych (głównie Słowacja, Czechy, Ukraina).  Każdy jest bogato ilustrowany, zawiera w sumie kilkaset zdjęć, rycin, map i tabel. Do zadań tłumacza należy przełożenie na język angielski: 1) tytułów i streszczeń do poszczególnych artykułów, 2) wszystkich podpisów pod materiał ilustracyjny. Przykład zamieszczony w wpisie na blogu, to tylko jeden z tych kilkuset podpisów z jednego tomu z serii. A zatem, jak łatwo obliczyć, w materiale do tłumaczenia dla każdego tomu w serii wyrazy „gmina” i „powiat” występują nawet kilkaset razy w kontekstach nazw własnych jednostek i władz terytorialnych na terenie RP. Do tego dochodzą ich „odpowiedniki” w słowackich, ukraińskich, czeskich itd. nazwach jednostek terytorialnych (co zostało zilustrowane także w podanym przykładzie). Archeolodzy (ale również przedstawiciele innych dyscyplin naukowych) są znani z dbałości o precyzję w kwestiach podawania dokładnej lokalizacji obiektów badań (czyli stanowisk). Czasami podają współrzędne geograficzne, częściej jednak – nazwy jednostek terytorialnych, umożliwiając odnalezienie obiektu na mapie. Zadaniem tłumacza jest  znalezienie optymalnego sposobu na przekazanie informacji zawartej w podpisach możliwie najdokładniej uwzględniając specyfikę terytorialną, językową i kulturową Europy środkowowschodniej, ale także pamiętając o kwestiach redakcyjnych (tłumaczenie podpisów pod zdjęcia musi się zmieścić w przewidzianej dla nich ilości znaków, bo ilustracje nie mogą ucierpieć na jakości).  Ponadto musimy pamiętać, że nie mamy wieloletniej (nie mówiąc o wielowiekowej) tradycji tłumaczenia „Polski Powiatowej”.  W praktyce przez cały okres  PRL ruch translatorski w kierunku na zewnątrz ograniczał się do stolicy i większych miast, prowincja pozostawała białą plamą na mapie międzynarodowej wymiany kulturowej. Hic sunt leones. Wcześniej była wojna światowa, druga a przedtem jeszcze pierwsza, dwudziestolecie II RP (kiedy językiem światowym był francuski, nie angielski) i 123 lata pod zaborami. Polska Powiatowa otrzymała szansę zaistnienia w światowej kulturze (w języku angielskim)  właściwie dopiero od lat 90tych ubiegłego wieku (pod warunkiem dysponowania odpowiednimi środkami!). Dlatego nieuzasadnione jest porównywanie jej sytuacji z historią wzajemnych relacji kulturowych z krajami języka angielskiego innych państw i narodów europejskich, cieszących się przez stulecia ciągłością i spokojnym rozwojem obustronnych zapożyczeń elementów leksykalnych. 

Przyjrzymy się więc alternatywnym rozwiązaniom, jakie mamy dla tego problemu: 

  1. Zaproponowano commune, bo jest to  rozwiązanie podane w słowniku. Niestety, dzisiaj wysoce nieaktualne.  Commune znalazło się w przedwojennym, pierwszym wydaniu starego Stanisławskiego i wtedy było jak najbardziej na miejscu, ponieważ językiem światowym był wówczas francuski, a w imperialnej wciąż Wielkiej Brytanii panował zwyczaj używania francuskiej terminologii w kontekstach wszystkiego, co nie mieściło się  w paradygmacie kultury anglosaskiej, dotyczyło to m.in. nazw jednostek terytorialnych i samorządowych w krajach nieanglojęzycznych. Po wojnie Brytyjczycy stracili imperium, a Francuzi „prymat” językowy. Dzisiaj wyraz commune kojarzy się przede wszystkim z hippie commune, zaś w drugiej kolejności (dla znających historię) może z Soviet commune lub the Paris Commune of 1871. Przykład świadczy po pierwsze o tym, że nie należy za bardzo ufać słownikom, po drugie zaś – o nienadążaniu słowników za zmianami w języku i kulturze, mimo szlachetnych wysiłków ze strony leksykografów na polu aktualizowania haseł.  
  2. W przypadku dwujęzycznych podpisów pod zdjęcia sugestia posługiwania się cudzysłowami lub innymi „wyróżnikami” nie znajduje uzasadnienia.  Jeśli tekst docelowy nie jest w formie dwujęzycznej można wprowadzić pełną nazwą polską obok  opisowej nazwy w języku po angielsku w nawiasach (lub na odwrót – najpierw angielski opis, potem oryginalną nazwę w klamrach). Tylko co zrobimy z wyrazami gmina i powiat, odnoszącymi się do zupełnie innych jednostek terytorialnych? Nie możemy ich pominąć, bo nie mamy czym ich zastąpić (dlaczego – patrz powyżej). Każda próba zastąpienia gminy np. przez district (bez wyrazu gmina) a powiatu przez county (usuwając wyraz powiat) będzie arbitralna i bezcelowa, ponieważ inni tłumacze mogą uznać, że właśnie county – to gmina, a district (area, region, neighbo(u)rhood itd.) – powiat. Naiwnością jest liczenie na odgórną decyzję, np. ministerialną (o czym się przekonałam późną jesienią 1998 r., w przededniu wprowadzenia nowej ustawy terytorialnej o podziale na „duże” województwa: wtedy dopiero odpowiedzialne ministerstwo zorientowało się, że nie ma urzędowych nazw nowych jednostek terytorialnych w językach obcych!) – nie mówiąc o skuteczności  urzędowych dekretów dotyczących kwestii nazw terytorialnych w językach obcych (patrz powyżej o ciągłości i stopniowym, naturalnym rozwoju kontaktów językowych i kulturowych).
  3. Można rozważyć pozostawienie wszystkich nazw terytorialnych wyłącznie w wersji polskiej i zaopatrzenie każdej strony, na której występują, w gwiazdkę z dodatkową glosą  typu: „powiat -  Polish second-tier territorial unit” oraz „gmina – Polish third-tier territorial unit”. Tylko nie widzę tu praktycznej możliwości  takiego rozwiązania, jeśli mamy kilkadziesiąt takich miejsc w książce, zwłaszcza w podpisach. W przypadku jednorazowego wystąpienia – owszem.
  4. Pozostaje więc tworzenie hybryd językowych, co tak bardzo razi niektórych z Państwa. Próbowałam przekonać  o tym, że język angielski ma dużą chłonność nowych zapożyczeń jednostek leksykalnych, a mieszanki tego typu obecnie są w nim częste dla elementów ściąganych z różnych języków w miarę potrzeb komunikacji międzykulturowej, więc dlaczego nie z języka polskiego?
 

6 comments:

Przemysław Wnuk said...

Dobre sugestie.

W swojej praktyce ustnej w kabinach stosujemy podział: (Mazowickie) region, district, municipality.

wojewoda to governor (of Mazowsze)
wójt/burmistrz to mayor

Pozdrawiam,

Przemysław Wnuk

Opieka tłumacza said...

Dziekuję za przydatne rady. Będę się nimi kierowała w swojej pracy tłumacza i doradcy administracyjnego w Niemczech.

Pomoc w założeniu firmy niemcy said...

Również dziękuję za cenne rady. Będę sie nimi kierowała przy świadczeniu swoich usług konsultingu prawno-gospodarczego w Niemczech.

Anonymous said...

Bardzo ciekawe i, w mojej opinii, sensownie uzasadnione sugestie. Chciałbym jednak zauważyć, że Lubusz nie jest miastem wojewódzkim. Owszem, nazwa województwa wywodzi się właśnie od Lubusza, lecz miasto to nie leży nawet w jego granicach.

Interesujący wpis, bardzo pouczający dla studenta translatoryki.

Foreb said...

A jak z pracą jako tłumacz? Bo zastanawiam sie czy wybierac się na germanistykę. Jakieś rady z włąsnego doświadczenia ?

Teresa Bałuk-Ulewiczowa said...

Drogi/a przyszły/a germanist(k)o!
Dziękuję za przytoczenie typowego nieporozumienia! Tłumaczem nie zostaje się tylko dlatego, że się jest absolwentem filologii, choć studia filologiczne dają dobrą podstawę do dalszej, nieodzownej pracy na drodze do zawodu tłumacza. Większość filologów nie umie tłumaczyć i nie nadaje się do tego zawodu. Można po ukończeniu filologii kontynuować kształcenie zawodowe na różnego rodzaju studiach podyplomowych z zakresu tłumaczenia i przekładoznawstwa, ale tak naprawdę dojrzałym tłumaczem zostaje się dopiero po wielu latach doświadczenia zawodowego.